Na zakończenie

Bieszczady! Z cyklu: Polska też może cieszyć i cieszy.

Kochani! Zdaje się że przebrnąwszy w końcu przez ostatni wpis winna Wam jestem jeszcze jakieś podsumowanie. Czego się nauczyłam w drodze, co zapamiętałam najlepiej, co wolałabym zapomnieć? Czy mnie ta podróż jakoś zmieniła, sprawiła że się stałam lepsza? Chciałabym móc powiedzieć że tak ale niezwykle trudno to samej ocenić. Na pewno o wiele bardziej niż kiedykolwiek wcześniej uwierzyłam w siebie – w końcu zrobiłam to, jeździłam autostopem po Chinach, Laosie i Tajlandii, przejechałam samym tylko „stopem” jakieś 5900 km w tym coś koło 3130 km w pojedynkę i kolejne przeszło 4 tysiące kilometrów lokalnymi autobusami i pociągami w których także nieraz bywało niezwykle ciekawie. Łącznie – przez Chiny, Laos, Kambodżę i Tajlandię – przejechałam lądem ok. 10 200 km a każdy niemal kilometr to niezwykłe rozmowy, zaskoczenia, zapatrzenia, moje Azji odkrywanie w zachwycie i oniemieniu.

W całej swojej „karierze” autostopowej w Europie rozpoczętej zresztą bardzo niedawno bo dopiero w listopadzie 2012 przejechałam ledwie ok. 3700 km, trochę tylko więcej niż dystans jaki w Azji przestopowałam samodzielnie. Pamiętam dobrze jak pewnego sierpniowego dnia w Xiamen rzucałam monetą – nie miałam pojęcia czy chcę pakować się w swoją pierwszą w życiu samotną jazdę autostopem czy lepiej jednak stchórzyć i wziąć autobus. Wypadła reszka i nie było już gadania – chwilę potem jechałam już na wylotówkę, z sercem kołaczącym się w piersiach z tremy. Ale było rewelacyjnie, było najlepiej jak mogło być, pierwszy mój samotny autostop w Chinach to dystans 700 km w jednym samochodzie, na dodatek z ludźmi z których jeden mówił doskonale po angielsku, przesympatycznymi. Od tego czasu było tylko jeszcze lepiej i lepiej. Nauczyłam się, że szczęściu trzeba pomagać odrobiną odwagi i ufności że „jakoś to będzie” – i że właśnie wtedy najczęściej jest lepiej niż mogłabym to sobie kiedykolwiek zaplanować. Poznałam dobroć ludzi spotykanych przypadkowo w trasie, dobroć onieśmielającą i zupełnie bezinteresowną, spotkałam się z ogromem życzliwości i serdeczności. Niczego co mi się zdarzyło w drodze nie żałuję, nie miałam żadnych przykrych przygód. Pewnie wielu powie w tym miejscu że po prostu miałam dużo szczęścia. Jasne, ale prawda jest też taka że ludzie ogólnie rzecz biorąc są dobrzy i chcą Ci pomóc, szczególnie gdy jesteś w drodze, bardzo, bardzo daleko od domu.

Co jeszcze chciałabym tu napisać? Dziękuję wszystkim tym którzy tego bloga śledzili, wiem że czytanie wszystkiego co tu wypisywałam musiało zajmować Wam dużo czasu i tym bardziej doceniam że to robiliście. Zawsze ogromnie mi było miło słyszeć że komuś się to co piszę podoba, jeśli choć jedną osobę zainspirowałam do ruszenia w drogę, jeśli choć jedną osobę wprawiłam swoimi opowieściami w dobry humor to znaczy że warto było. Doskonale sobie zdaję sprawę że technicznie wygląda to wszystko tutaj bardzo mizernie – przyznaję że nigdy nie miałam czasu się tym bawić. Nazwa mogłaby być bardziej chwytliwa, blog mógł mieć jakąś promocję, jakoś lepiej powinno tu być wszystko poukładane i tak dalej. Było minimalistycznie i od niechcenia i tym bardziej cieszę się mimo wszystko słysząc słowa uznania – wiem że to w takim razie jest za tekst, który był dla mnie zawsze najważniejszy i cieszę się że dla Was, tych którzy czytali, też tak było. Dziękuję! :)

Po takiej podróży ma człowiek ochotę dzielić się ze wszystkimi opowieściami z drogi, przelewać ten bezmiar pozytywnej energii na innych ludzi. Po wspomnianej tu już, mojej pierwszej w życiu, bardzo spontanicznej prezentacji z podróży na Autostopowym Sylwestrze w Gołkowicach Górnych, przyszła pora na kolejne, tym razem już planowane. Nie żeby to oznaczało że się już do nich przygotowałam i że będą mniej spontaniczne od tamtej… Różnica jest tylko taka że o tym że się odbędą wiem z wyprzedzeniem i mam więcej czasu na tremowanie się ;) Oj, bardzo się będę tremować bo to naprawdę po Sylwestrze moje pierwsze w życiu prezentacje z podróży. W każdym razie gdyby ktoś z Was miał ochotę posłuchać, zapraszam serdecznie:

13.02. (czwartek), godz. 19 – kawiarnia Południk 18 w Gdańsku, ul. Garncarska 7-9

22.02. (sobota), godz. 15 – Festiwal Włóczykij w Gryfinie koło Szczecina

Być może niedługo dopiszę do tej listy Łódź i Warszawę, kto wie, mam już pewne sygnały od przyjaciół że dałoby radę i tam wystąpić. W Południku 18 będę opowiadać tylko o Chinach, będzie to pierwsze spotkanie z dwóch, na drugim (jakoś w marcu) opowiem o Azji Południowo-Wschodniej. Na Włóczykija zapraszam bardzo, bardzo serdecznie i ciągle nie wierzę sama że tam będę występować. Byłam tam w zeszłym roku w charakterze widza i zakochałam się po prostu w atmosferze tej imprezy – w najśmielszych marzeniach nie przypuszczałam że wrócę tam już po roku jako prelegentka!

Na koniec mały apel. Startuję w organizowanym w ramach gdyńskiego festiwalu „Kolosy” konkursie fotografii „Fotoglob” i tak się szczęśliwie złożyło że dwa moje zdjęcia załapały się po preselekcji do grona trzydziestu sześciu zdjęć zamieszczonych na stronie organizatora. Poniżej wyróżnione zdjęcia w które klikając przenosi się na stronę Kolosów, gdzie można zagłosować. Z góry bardzo, bardzo serdecznie dziękuję za pomoc!

Przy wodospadzie

I żyli długo i szczęśliwie

Pozdrowienia bardzo serdeczne!

Moja autostopowa ekipa w drodze ku nowym przygodom. Od lewej – Łukasz, ja, Majkel, Haku. Staszek za aparatem. Aneta akurat tego dnia w schronisku z niezależnych przyczyn oczekuje nas tęsknie. Niespodziewanie po powrocie do Polski odnalazłam tych wspaniałych ludzi i cieszy mnie to niepomiernie. Mając taką ekipę, zawojować można świat cały. Coming soon ^^

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s