Nagroda Publiczności w konkursie FotoGlob festiwalu „Kolosy” i rewelacyjny festiwal „Włóczykij”!

Dawno tutaj nie zaglądałam a tymczasem sporo u mnie nowych i dobrych rzeczy się dzieje, takich o których na pewno warto napisać. Skoro tak to i blog zyskał nową szatę graficzną i jeszcze będzie się tu więcej działo, obiecuję. Ale po kolei.

Przede wszystkim – zdjęcie które zamieszczam powyżej, moje zdjęcie z Laosu, znad wodospadów Kuang Si… otrzymało Nagrodę Publiczości w konkursie FotoGlob na Festiwalu „Kolosy” w Gdyni! To zupełnie niesamowita wiadomość dla mnie, która nigdy wcześniej nie startowała w żadnym konkursie fotograficznym i której nawet się nie śniło że cokolwiek może wygrać! Ogromnie, ogromnie się cieszę i dziękuję wszystkim Wam którzy głosowaliście a wcześniej jeszcze doradzaliście mi w wyborze.

Niedługo będzie też zdjęcie tego co wygrałam, póki co nie wiem co to jest bo (wstyd się przyznać) nie było mnie na odczytywaniu wyników – zostawiono to sobie na sam koniec a niektórzy z moich gości (nocowałam u siebie w trakcie Kolosów siedmioro znajomych) śpieszyli się na pociąg i trzeba było wracać. Szczerze mówiąc w ogóle się nie liczyłam z możliwością wygranej, byłam w zupełnym szoku jak to do mnie dotarło. Dlatego nagrodę wysyłają mi pocztą (z Krakowa, bo tam mieści się siedziba Kolosów mimo że te odbywają się w Gdyni – zadziwiające ale prawdziwe) i na razie jeszcze nie doszła. Nie mam pojęcia co to będzie, ale obiecuję zamieścić tej niespodzianki zdjęcie jak przyjdzie :)
Dopisek z 22.03.2014:
Nagroda dotarła, a jakże! 800 złotych do wykorzystania w sklepie tuttu.pl i okazała pamiątkowa tabliczka, która zawisła u mnie na honorowym miejscu, nad półką z książkami. Super! :D

Z innych dobrych wiadomości – prezentacja na „Włóczykiju”, której przygotowanie kosztowało mnie tyle nerwów i niepokoju (moja pierwsza prezentacja przed tak szeroką publicznością) wypadła bardzo fajnie, widziałam że się ludziom podobało – udało mi się przemóc stres mimo że patrzyło na mnie przeszło 150 osób, dało mi to mnóstwo pozytywnej energii i satysfacji. W tym miejscu wielkie podziękowania dla Staszka, który pomógł mi ogarnąć wszystko od strony technicznej – tak żeby działały filmiki i muzyka i nic się nie zawieszało siedząc ze mną nad tym do rana w przeddzień mojego wyjazdu! :)

wloczykij_2014

Festiwal „Włóczykij” w Gryfinie był rewelacyjną imprezą, o wiele lepszą od „Kolosów” bo z kameralną, przyjazną atmosferą. Na „Włóczykiju” prelegenci i widzowie wspólnie jedzą domowe, niedrogie i pyszne potrawy przygotowane przez miejscowe panie gospodynie w niewielkiej stołówce Gryfińskiego Domu Kultury, wspólnie tańcują na Balu Włóczykija, biesiadują w barze „U Suszka” – jest tak swojsko, zwyczajnie, wesoło, bez zadęcia i komerchy. A prezentacje poziomem wcale nie odbiegają od tych „kolosowych”, chyba że na korzyść. Bardzo często prelegenci są po prostu ci sami i na dodatek mają więcej czasu więc mogą mówić szerzej i swobodniej. Jednym słowem – lepiej. Pod każdym względem.

Rewelacyjną sprawą na Włóczykiju była okazja by poznać osobiście takie osoby jak „Los Wiaheros” czyli Alicję Rapsiewicz i Andrzeja Budnika, „Bear Girl” czyli Kamilę Kielar, Janka Faściszewskiego, Krzyśka Skoka i wielu innych bardzo ciekawych ludzi – innych prelegentów. Aż mi było głupio że występujemy obok siebie a przecież ze mnie jeszcze żaden podróżnik, ledwo jedna dłuższa wyprawa na koncie i w zasadzie nic takiego…

Spotkałam się też ze znajomymi ze Szczecina u których gościłam w zeszłym roku na Couchsurfingu, Agatą i Grześkiem i ich przyjaciółmi których wtedy poznałam, Anią i Marcinem – ogromnie miło było mi ich wszystkich znowu zobaczyć i pogadać sobie. Pamiętam dobrze jak rok temu przez przypadek, w ostatniej chwili, dowiedziałam się o „Włóczykiju”. Chciałam pojechać tam wtedy przede wszystkim w jednym celu – spróbowania potraw z owadów, których przyrządzanie na oczach widowni było jedną z atrakcji Festiwalu, wypadającą akurat w dniu moich urodzin. Odkąd pamiętam oglądając programy podróżnicze z egzotycznych stron byłam przekonana że nie skrzywiłabym się próbując czegoś podobnego – w końcu miałam okazję sprawdzić to na własnej skórze i nawet nie trzeba było do tego ruszać się z kraju. W ostatniej chwili wyciągnęłam wtedy na wspólne łapanie „stopa” na miejsce koleżankę ze studiów, Anię (pozdrowienia!), zatrzymałyśmy się u Agaty i Grześka. Oprócz owadów, które były zaskakująco smaczne i przy których konsumpcji rzeczywiście nie krzywiłam się ani trochę (szarańcza smażona w panierce, drzewojady i mączniki, pysznie przyprawione i chrupiące jak chipsy!), szybko przekonałam się po co warto tam było jechać. Prezentacje oglądane na „Włóczykiju” oczarowały mnie i zainspirowały przeogromnie. Jednym z ostatnich prelegentów był Przemek Cwynar, z prezentacją o spływie „na drzwiach od kibla” Wisłą z Rzeszowa do Bałtyku. Po prelekcji opowiadał o tym jak to rok wcześniej sam zasiadał na widowni nie spodziewając się za nic że będzie mu tu dane występować. Jeden z prelegentów rozdawał po prezentacji zapałki, które biorąc od niego trzeba było pomyśleć życzenie. Przemek pomyślał, że chciałby wystąpić na „Włóczykiju”. Wystąpił rzeczywiście i tym razem to on rozdawał zapałki. Wzięłam jedną… pomyślałam to samo. Zgubiłam ją potem i myślałam że się przez to nie sprawdzi, ale zadziałało! Tak swoją drogą, z Przemkiem przed tegorocznym Włóczykijem widzieliśmy się w Bieszczadach, gdzie mieszka – wpadł wieczorem ze znajomymi do schroniska gdzie nocowaliśmy z autostopową ekipą. Zaprasza teraz do rzeszowskiego Domu Kultury na prezentowanie opowieści z Chin i pewnie tam pojadę ale o tym potem, wszystko po kolei.

Bal Włóczykija, w przebraniach-strojach sportowych

Bal Włóczykija, w przebraniach-strojach sportowych

Był czas pogadać i w drodze powrotnej z festiwalu przejechać się pierwszy raz autostopem razem z Przemkiem Skokowskim („Autostopem przez życie”). W ogóle to wielu z włóczykijowych prelegentów poznałam właśnie dzięki Przemkowi, który przedstawiał mnie im podobnie jak kiedyś swoim znajomym w Warszawie w dniu mojego przylotu z Bangkoku na spotkaniu po jego prezentacji – jako dziewczynę która sama jeździła autostopem po Chinach – bardzo to było fajne :)

Mój i Przemka powrót z Włóczykija autostopem był zupełnie niezwykły i wymaga tu osobnego akapitu. Skumulowane nasze autostopowe szczęście sprawiło że dojechaliśmy w dwa samochody w tym pierwszy prowadził inny włóczykijowy prelegent, Krzysiek Skok właśnie, który kilka lat temu rowerem dojechał z Sopotu na igrzyska olimpijskie w Pekinie a w zeszłym roku był rowerem na Syberii (ten stop był ustawiony poprzedniego dnia ale mimo to uważam go za niezłą gratkę, super się gadało po drodze do Lęborka!). Drugim, tym razem już zupełnie nieplanowanym, prawdziwie autostopowym stopem był Bartłomiej Choszcz, brat Kingi Choszcz, osoby której nie trzeba autostopowiczom przedstawiać. Bartek cofnął się specjalnie po drodze żeby nas zgarnąć. Książki jego Siostry były dla mnie ogromną inspiracją i motywacją do tego by samej ruszać w drogę – to o czym mówiłam na festiwalu, to samotne stopowanie po Chinach było też w dużej mierze właśnie ich zasługą.

Jeśli chodzi o Festiwal „Kolosy” w Gdyni to tak jak mówiłam, w trakcie jego trwania gościłam u siebie w domu w szczytowym momencie siódemkę znajomych, autostopowiczów, z którymi poznałam się albo na poprzednich Kolosach kiedy to jeszcze gościł ich u siebie Przemek, albo na autostopowym Sylwestrze w Gołkowicach Górnych, albo przez wspólnych znajomych na wyjeździe w Bieszczady i tak dalej. Wszyscy należymy do grupy „Autostopowicze czyli MY” która prężnie działa na Facebooku jednocząc już prawie 12 tysięcy osób. Zainteresowanych odsyłam też na forum autostopowe grupy, można tam znaleźć wiele ciekawych informacji. To przede wszystkim dzięki tym ludziom i ogromnej ilości innych znajomych spotykanych co chwila na korytarzach Hali Widowiskowo-Sportowej w Gdyni lub w gigantycznej kolejce do wejścia a potem na wieczornych imprezach podobało mi się na „Kolosach”. Ogromnie się cieszyłam mogąc spotkać znowu znajomych prelegentów z „Włóczykija”, którzy praktycznie wszyscy prezentowali także swoje opowieści z podróży na „Kolosach”. Wiele z „kolosowych” opowieści było przepięknych i inspirujących. Swój głos oddałam na „Los Wiaheros” którym udało się jakimś niesamowitym sposobem w półgodzinnej prezentacji zawrzeć ogrom emocji i wzruszeń towarzyszących im w czteroipółletniej podróży do Australii i z powrotem – autostopem, jachtostopem, rowerem, czym się tylko dało. Za serce chwyciły mnie też opowieści o rowerowym zdobywaniu Ameryki Południowej (Agnieszka i Mateusz Waligórowie), rozśmieszył do łez i zaimponował wytrwałością i wytrzymałością Michał Kozok, oczarowała pięknymi zdjęciami i misją ratowania ginących zabytków sztuki wyprawa Mustang Art&Climb Expedition z której niejedna fotografia konkurowała z moimi o wygraną w konkursie FotoGlob (i tym bardziej trudno mi uwierzyć że to ja wygrałam bo dla tej ekspedycji pracowali zawodowi fotoreporterzy National Geographic), niezwykle ciekawa i pełna szacunku do miejscowej kultury i środowiska była prezentacja Tomka Michniewicza o Kamerunie (Tomka miałam zresztą okazję poznać osobiście na Kolosach, dzięki „Los Wiaheros”). Na wiele prezentacji które chciałam zobaczyć nie załapałam się jednak z uwagi na monstrualne kolejki przed wejściem (kilka razy „kwitliśmy” ze znajomymi na dworzu po kilka godzin, w tłumie innych chętnych na wejście do środka – całe szczęście było ciepło i mieliśmy karimatki na których można było sobie usiąść i urządzić piknik :) ).

To by było na tyle jeśli chodzi o Kolosy. Teraz nadchodzą już wielkimi krokami następne festiwale i prezentacje i w tym miejscu pora o nich w końcu wspomnieć. Oto moja mała rozpiska na nadchodzące tygodnie:

21.03. (piątek), godz. 20:15 – Klub Politechniki Gdańskiej „Bratniak” w Gdańsku

29.04. (sobota), godz. 15:45 – Przegląd wypraw rowerowych PoGaDętki na Politechnice Gdańskiej – o tym jak się jeździ wypożyczonym za dolara dziennie rowerem w Chinach, Laosie i Kambodży – mijając pola ryżowe a czasem i dżungle, w Angkorze wstając o 4 rano by zdążyć dopedałować na wschody słońca w kolejnych świątyniach i tak dalej :)

4.04. (piątek), godz. 19:30-21:30 – Festiwal „Okno Na Świat” w Bytomiu

6.04. (niedziela), godz. 18:00 – Klub Podróżników „Namaste” w Katowicach

7.04. (poniedziałek), godz. 20:00 – Kawiarnia „Południk 0” w Warszawie

11./12.04. (piątek/sobota) – Festiwal „Podróżnicy” w Bydgoszczy – tutaj nie mam prezentacji ale startuję w konkursie fotograficznym i o nagrodę im. Tonego Halika

Jednym słowem szykuje się mały objazd po Polsce :) Być może dopiszę tu kolejne prezentacje, dogaduję jeszcze Rzeszów, Łódź i Poznań. Zapraszam serdecznie :) Pozdrowienia!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s