Księżniczki

Zanim zacznę, z góry przepraszam za okropne opóźnienie w moich relacjach. Od tygodnia jestem już w Madrycie, na Erasmusie z dokumentalistyki, przedtem były dwa tygodnie w Gdańsku, przedtem jeszcze kilka dni w podróży z Rumunii do Polski – o wszystkim tym mam nadzieję uda mi się kiedyś napisać. Desperacko próbuję mimo tych wszystkich opóźnień zachowywać jakąś chronologię, wracam więc do wydarzeń sprzed dwóch miesięcy i nieważne że sporo pewnie po drodze pozapominałam – może to i lepiej, może pamięć pomoże odzyskać tylko to co najważniejsze? Chociaż różnie to się z tą pamięcią może dzieje. Spróbujmy jednak…

Doskonale pamiętam wieczór drugiego dnia mojej pracy, kiedy to po powrocie do akademika poznałam swoje nowe współlokatorki. W pierwszej chwili wydawało mi się że to Cyganki, i nie mam tu na myśli tylko wyraźnie ciemniejszej karnacji i burzy kruczoczarnych włosów. Księżniczki, jak je potem zaczęliśmy nazywać z K., w chwili kiedy je poznałam przedstawiały osobliwy widok – pstrokate, kuse koszulki nocne, różowe japonki z kolorowymi szkiełkami, i przede wszystkim to rozmemłanie z jakim rozsiadły się pośrodku sterty ubrań powyrzucanych z walizek bez ładu i składu na podłogę, stół i łóżka… W walizie o którą omal się nie potknęłam wchodząc do pokoju czekały na wypakowanie kilkunastocentymetrowe brokatowo-srebrne szpilki i ogromne torby błyszczących kosmetyków. I jeszcze te ich bezwładne, mdlejące uściski dłoni na przywitanie…! Pierwsze wrażenie sprawiło, że wychodząc do czekającego pod budynkiem K. nie miałam ochoty wracać.

Pamiętam jak włóczyliśmy się po mieście tamtego wieczora, który wkrótce przeszedł w noc, niewiele tylko mniej duszną od dnia. Już nie po raz pierwszy zwierzałam się K. z potrzeby ucieczki, a przecież dopiero co przyjechałam. Po pierwszym zachłyśnięciu AutoCAD’em mój entuzjazm do zadań powierzanych w pracy zdecydowanie osłabł. Zaczęła się żmudna, benedyktyńska robota – znajdowanie drobnych różnic między 69 łazienkami w 30 typach, na 13 piętrach każdego z dwóch połączonych apartamentowców i niwelowanie ich tak żeby typów zrobiło się nieco mniej. Fantazjowanie o ucieczce dodawało mi otuchy – kojąca była świadomość, że w każdej chwili będę jeszcze mogła to zrobić, i że na pewno zrobię to wkrótce, kiedy tylko przekonam się że ta praca naprawdę nie jest dla mnie, że się nic w tym względzie nie zmieni.

Wieczór spędziliśmy zagłębiając się w jakąś nawet całkiem zadbaną jak na tutejsze warunki dzielnicę starych domków szeregowych po drugiej stronie kanału i snując plany weekendowej wycieczki. Padło na Braszów, bo blisko, bo ładna zabytkowa starówka i góry. No i chyba też dlatego, że moja IAESTE buddy, Andreea, odradzała nam to miasto jako nudne, spokojne i przeznaczone dla starszych ludzi (w zamian polecała plaże Konstancy i ich techno-party). Postanowiliśmy wyruszyć w piątek zaraz po mojej pracy. Póki co – zimny cydr i wielka paczka solonych chipsów w jakimś ciemnym, pustym parku – tego mi było trzeba tej nocy.

Po powrocie zastałam nowe współlokatorki dzielące łóżko naprzeciwko mojego. Jedna spała, druga w półśnie oglądała teledyski na komórce. Tak, było to dość dziwne, skoro miałyśmy jeszcze jedno łóżko wolne, ale nie zadawałam pytań. Rano, kiedy Księżniczki jeszcze spały (a spały zawsze do późna), dowiedziałam się od Louisy, że są siostrami, pochodzą z Iraku, choć większość życia przeżyły na emigracji (Zjednoczone Emiraty, Japonia, Stany Zjednoczone), jedna przyjechała na praktyki a druga tylko tak towarzysko, chyba na tydzień. Później się miało okazać że na trzy tygodnie. Hmm… K. nie mógł nocować nawet dwóch dni, przypominam. Logika administratora rządzi się swoimi prawami. Pozostawało jeszcze jedno wolne łóżko – czyżby nam mieli dokwaterować trzecią praktykantkę i zarazem czwartą lokatorkę naszego trzyosobowego pokoju…? Uśmiechnęłam się pod nosem z politowaniem dla siebie samej i swojej egocentrycznej potrzeby spokoju i samotności. Próbowałam sobie wytłumaczyć, że to przecież bardzo interesujące doświadczenie dzielić przestrzeń z tyloma osobami, z tak odmiennych kultur i tak dalej. No, gdyby tylko do tego wszystkiego nie dokuczał mi ból pleców który od ostatnich dwóch-trzech lat (po złamaniu kręgu na nartach) uderza mnie od czasu do czasu zwalającymi z nóg falami, gdybym nie potrzebowała miejsca w pokoju na ćwiczenia i tak dalej… Oj, i tak przecież nie byłam w stanie ćwiczyć przy tych temperaturach i w tej duchocie! Zaciskałam zęby, czekając aż przejdzie, ale nie przechodziło, tak że czasem nie mogłam spać także przez to, nie tylko przez komary i upał, ale i przez to.

W przebłyskach lepszego samopoczucia zdobywając się na zdolności integracyjne, mimo początkowych uprzedzeń rzeczywiście polubiłam te moje Księżniczki, Jusrę i Marię. Wiadomo, narzekanie zawsze jednoczy. Przeszkadzały nam te same rzeczy – im także było tu zdecydowanie za gorąco (terkoczący wentylator z Carrefoura niewiele pomagał), je także do szału doprowadzały budzące nas w środku nocy komary, na które urządzałyśmy wspólne polowania, one także nie znosiły administratora, który choć pozwolił im nocować razem, to jednak zdążył i wobec nich zachować się już nie raz bardzo niegrzecznie. Opowiadałyśmy sobie nawzajem co nas skłoniło do wyboru Bukaresztu na miejsce praktyk. U mnie rzecz wyglądała dość prosto – chciałam jechać do Stambułu ale ktoś mnie uprzedził (decydowała kolejność zgłoszeń, dziesiętne i setne części sekundy przy wysyłaniu maili na adres IAESTE), żeby w ogóle gdzieś pojechać wybrałam więc Bukareszt o którym słyszałam kiedyś dobre opinie od koleżanki, która pojechała tutaj w czasie kiedy ja byłam w Szanghaju. Maria wybrała Bukareszt bo słyszała że to „Paryż wschodu”. Siostra przyjechała z nią zwiedzać nieznaną część Europy. Ale czy to na pewno Europa? Paryż? No, oczywiście trzeba wziąć pod uwagę zapach paryskich rynsztoków w XIX wieku… No dobrze, jestem okrutna. To prawda, że to miasto ma duży potencjał i pod względem zabytkowej architektury jest miejscami naprawdę przepiękne – zgodziłyśmy się co do tego – ale te wszystkie techno-kluby na starówce, ten prawie zupełny brak miejsc gdzie można na spokojnie, kulturalnie sobie usiąść i porozmawiać, te wszystkie śmieci i zaczepiający ludzi na ulicy żebracy nie pomagają go polubić.

Wracając do samych Księżniczek i rewidowania moich poglądów na ich temat – kuse, kiczowate piżamki jak się okazało były zarezerwowane tylko na chodzenie po domu – na zewnątrz Księżniczki ubierały się zdecydowanie doroślej, z klasą i elegancko. Szczególnie elegancką i naprawdę piękną dziewczyną okazała się Jusra. Pamiętam jakie wrażenie zrobiła na mnie pewnego wieczoru kiedyśmy się razem wybierały na pizzę. Wysoka i bardzo szczupła, w przylegającej do ciała czarnej sukience do kostek (rzecz jasna z długim rękawem) zestawionej z chabrową chustą zakrywającą jej kruczoczarne włosy – jak ona wyglądała, jak chodziła, jak patrzyła tym swoim hipnotycznym spojrzeniem spod przymrużonych powiek, jaki majestat bił od niej i od tego jej piękna, które się tak tutaj marnowało na jakąś byle pizzę w byle jakim centrum handlowym!

Tak, Księżniczki były muzułmankami – nosiły chusty, zawsze też wychodząc na zewnątrz miały na sobie długie spodnie lub spódnice i długie rękawy bluzek. Trwał właśnie ramadan, którego faktycznie przestrzegały i to także wyjaśniało to ich wylegiwanie się w łóżkach – jeśli tylko mogły, oszczędzały siły, starały się nie przemęczać bo przecież trzeba było jakoś przeżyć ten cały długi dzień bez klimatyzacji. Jeść można było dopiero po 21. – najpierw więc była wtedy zawsze rytualna wycieczka na kolację na mieście a potem do trzeciej w nocy Księżniczki zajadały się smakołykami przywiezionymi z domu, jak choćby maminej roboty baklavą, którą mnie częstowały.

Całkiem przekonująco tłumaczyły mi motywy całodziennego postu – pozwala on docenić to co ma się na co dzień, uświadomić sobie trudną sytuację osób ubogich, wyzwolić w sobie potrzebę niesienia im pomocy. Zdaje się, że Księżniczki poddawały się rygorystycznym zakazom ramadanu z rzeczywistej potrzeby serca, a nie ze względu na tradycję i nakazy rodziny. Były wierzące i praktykujące, dumne z tego że mogą nazywać się muzułmankami a jednocześnie przecież tak bardzo zachodnie i nowoczesne, nawet amerykańskie, co przejawiało się nie tylko w wyraźnym tamtejszym akcencie. Było to naprawdę ciekawe zjawisko i naprawdę chciałam poznać je lepiej, ale jak to z ciekawymi zjawiskami bywa, okazało się ulotne.

Księżniczki nie po to były Księżniczkami żeby zostawać ze mną w tym śmierdzącym akademiku, zwłaszcza że wkrótce mieli je jeszcze odwiedzić rodzice (!) i trzeba ich było godnie podjąć. Kilka chwil poszukiwań na booking.com i ani się obejrzałam a moje współlokatorki pozostawiły mi wolny pokój, wyprowadzając się do apartamentu z kilkoma sypialniami, klimatyzacją i wszystkim czego potrzeba do szczęścia, w samym centrum Bukaresztu. Kwota za jaką to wynajmowały była astronomiczna, ale nie zrobiła na nich większego wrażenia. Księżniczki jak się patrzy, wiadomo. Serdecznie zapraszały mnie do odwiedzin i rzeczywiście chciałam się z nimi spotkać ale jakoś nie było nigdy czasu ani siły, niestety. Piszę to zupełnie szczerze – naprawdę chciałam i naprawdę nie miałam czasu.

Jeśli chodzi o przyjazd rodziców na praktyki IAESTE odbywane przez dziewczyny-muzułmanki, słyszałam o jeszcze jednym takim przypadku i była to rzecz zdecydowanie bardziej zaskakująca. Rodzice Księżniczek przyjeżdżali odwiedzić je żeby przy okazji obejrzeć miasto i pewnie też świętować razem koniec ramadanu, ojciec innej praktykantki natomiast zjawił się wraz z nią pierwszego dnia jej pracy w biurze, po to tylko by z bardzo surową miną porozmawiać ze wszystkimi mężczyznami tam pracującymi przestrzegając by nie ważyli się dotykać jego córki ani z nią rozmawiać. I rzeczywiście, słyszałam od innych praktykantów, że nie można było się z nią nawet przywitać – jeden z nich odruchowo wyciągnął do niej rękę ale nie mogła jej uścisnąć, odwróciła tylko wzrok speszona i odeszła nie mówiąc ani słowa. A więc takie są również przypadki. Nie poznałam tej dziewczyny, zdaje się że musiała chodzić w burce, bo nie wyobrażam sobie by przy tak ekstremalnym podejściu do kwestii damsko-męskich ojciec mógł jej pozwolić ubierać się jak moje wyzwolone Księżniczki. Nie wiem nawet skąd była ta dziewczyna, nigdy jej nie poznałam, słyszałam o niej tylko z opowieści kolegów i koleżanek z naszego akademika. Szkoda, że nie pracowała akurat w moim biurze bo jestem naprawdę ciekawa jak wyglądało np. wydawanie jej jakichkolwiek poleceń przez szefa-mężczyznę. Czy wszystko odbywało się za pośrednictwem koleżanek z pracy? Na tym przykładzie widać doskonale jak niejednorodna jest ta religia, jak bardzo odmienne postaci może przyjmować. Nie można wrzucać do jednego worka Księżniczek i tej biednej zahukanej dziewczyny.

Wróćmy jeszcze na chwilę do kwestii mieszkaniowych – okazało się że czwarta lokatorka jednak nie była przewidziana więc psim swędem udało mi się zdobyć wyłączność; moja aspołeczna strona osobowości (ostatnio coraz bardziej aktywna) była zaiste ukontentowana. Taka zaskakująca zmiana na lepsze była jedną z rzeczy, które sprawiły że jednak nie uciekłam już w tych pierwszych dniach. Mimo wszystko chciałam jeszcze później uciekać, ale za każdym razem kiedy już byłam tego naprawdę blisko, kiedy już praktycznie decyzja była podjęta, okazywało się że nagle następowała kolejna drobna, ale istotna zmiana na lepsze i decydowałam się zostać „jeszcze trochę”. Ale o tym później, wszystko po kolei.

PS. Zdjęcie z początku wpisu to jedno z moich późniejszych ujęć z Bukaresztu. Rzecz jasna nie widać na nim Księżniczek, ale ruch, zmiany – zawsze aktualny komentarz do tego co u mnie. Księżniczki przecież także „przemknęły”, „śmignęły” przez mój pobyt w Bukareszcie nie pozwalając się nawet sobie bliżej przyjrzeć, zostawiając tylko coś na kształt tej intrygującej smugi światła.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s