Muzyka drogi

Podczas gdy oczy chciwie załapują się na migające za oknem widoki, ciało całe z rozkoszą chłonie ciepło auta do którego udało się schronić po zbyt długim oczekiwaniu na mrozie albo też pozwala się cudownie schłodzić klimatyzacji po tym jak już niemal roztopiło się w skwarze azjatyckiej duchoty, w uszach zawsze prawie oprócz gwaru rozmów rozbrzmiewa coś jeszcze, coś nieodzownego, bez czego droga byłaby jakoś niekompletna. Muzykę w złapanych „na stopa” autach lubię niezależnie od gatunku i rodzaju, zawsze słucham jej z szerokim uśmiechem na twarzy i wczuwam się w nią tak jak nigdy nie wczuwałabym się w taką muzykę normalnie, w domu. Chociaż bywają i takie, do których się w domu wraca. Niżej znajdziecie krótkie zestawienie i jednych, i drugich. I jeszcze parę rzeczy, których muzyką nie można nazwać, albo których słuchało się nie w samochodzie ale które były ogromnie istotne w mojej podróży.

Zaczynamy kompilacją wyrażającą muzyczny chaos autostopu. Jest głośno, wesoło, trochę disco-chino, trochę chino-techno, trochę rapu, w międzyczasie nieco siarczystego spluwania na błotniste wertepy i moje gwarzenie po mandaryńsku z chińskimi kierowcami tira na północy Laosu o tym jak to pokażę ten filmik rodzicom i przekonam ich w ten sposób że wcale nie mamy takich słabych dróg u nas w kraju. Kończymy nostalgicznie, ostatnimi dźwiękami mojej ulubionej chińskiej piosenki, zasłyszanej po raz pierwszy w samochodzie z którego jest nagranie, taką właśnie nocną porą.

A niżej oto i ona w całości – Gan Lan Shu. Tamtej nocy jechałam sama, gdzieś na wschodnim wybrzeżu, możliwe że to był mój pierwszy samotny odcinek drogi, ten w 700 km pokonany w jednym aucie. Ta noc, prosta nitka drogi przed nami, rzewny głos Chyi Yu… Zrobiło mi się jednocześnie smutno i wesoło, melancholijnie i błogo – jechaliśmy jakąś niekończącą się autostradą, byłam tak bardzo daleko od domu i było mi bardzo dobrze ale jednocześnie jakoś tęskno. Słowa zresztą doskonale pasują do tego stanu, ale o tym dowiedziałam się dużo później.

Bu yao wen wo cong na li lai
Wo de gu xiang zai yuan fang
Wei shi yao liu lang
Liu lang yuan fang
Liu lang

Nie pytaj mnie skąd pochodzę,
Mój dom w odległej krainie.
Czemu wędruję tak daleko,
Tak bardzo, bardzo daleko?

Wei le tian kong fei xiang de xiao niao
Wei le shan jian qing liu de xiao xi
Wei le kuan kuo de cao yuan
Liu lang yuan fang
Liu lang

Dla tych ptaków na niebie,
Dla błękitu górskich potoków,
Dla tej łąki szerokiej, zielonej,
Wędruję, wędruję daleko.

Hai you hai you
Wei le meng zhong de gan lan shu
Gan lan shu

I powiedz, czy jest coś jeszcze?
Tak, to drzewko oliwne z mojego snu.

Tłumaczenie moje, spontaniczne, nie do końca wierne, nie do końca piękne, pisane na bazie angielskiego tłumaczenia, które też pewnie nie do końca wierne i piękne było. Cóż zrobić, mój mandaryński jeszcze za słaby na własne próby. Zamieszczam wersję oryginalną (mandaryński w transkrypcji fonetycznej, pinyin) i moją. Wersję angielską ciekawi mogą znaleźć tutaj. Niestety nie wiem dlaczego drzewko oliwne akurat śniło się tej Pani i jak to interpretować. Jeśli ktoś wie, niech napisze – będę bardzo wdzięczna.

A oto piosenka wprost ze stepów Mongolii, z jakże wymownym przesłaniem teledysku, polecona mi dziś rano przez znajomego hitchlongboardera, Adama . Na dobry początek dnia. Czy wam też chce się tańczyć?

Skoro chce się, to może zatańczymy z Panem Huangiem? Uwielbiam tę jego baletową grację!

Pana Huanga poznałam w pociągu relacji Hongkong-Szanghaj, wracając z weekendowego wypadu mającego na celu uzyskanie pewnej istotnej pieczątki w paszporcie. Przez prawie całą, 18-godzinną podróż, opowiadał mnie i jadącym z nami w wagonie młodym Chinkom i Chińczykom historię swojego życia, niezwykle ciekawą i zaskakującą. W młodości występował w balecie wojskowym (sic!) i jeździł z tournee po krajach republik radzieckich i zaprzyjaźnionych, był także w Polsce. Wspominał ciepłe przyjęcie, mnóstwo jedzenia, chleb i sól na powitanie. Dłuższą relację z tej podróży znajdziecie tutaj. Z Polski zapamiętał także melodię „Kukułeczka kuka” i zanucił mi ją, w tym pociągu. To było niesamowite. Mam nagranie, posłuchajcie…

Pan Huang nie mówił po angielsku ani słowa, wszystko co opowiadał tłumaczył mi Robin, zdolny młody Chińczyk rodem z Hangzhou, niedaleko Szanghaju. Pan Huang tak nas oboje polubił, że zaprosił nas na swoje przyjęcie urodzinowe, które miało się odbyć w dwóch turach – najpierw w szkole tańca, w której uczy, a potem w restauracji. Wybraliśmy się, oczywiście! Stąd też ten pierwszy filmik. Tutaj znajdziecie więcej szczegółów z przyjęcia i nie tylko, po angielsku, bo tak przez jakiś czas pisałam ze względu na moich anglojęzycznych znajomych – a później jakoś nigdy nie było siły tego zmieniać.

Skoro już jesteśmy przy tańcach… To może spodoba się Wam to co zobaczyłam pewnej niedzieli na deszczowym ryneczku Shaxi. Ciekawych szczegółów zapraszam tutaj.

Na scenie starego teatru miał miejsce niezwykły festiwal tańców kobiet wywodzących się z lokalnych mniejszości etnicznych, przystrojonych w jaskrawe kostiumy, o twarzach pokrytych maskami krzykliwych makijaży, w niesamowitych nakryciach głowy, z laskami, wachlarzami, szarfami w rękach. Publiczność zgromadziła się na plastikowych zydelkach, pod parasolkami. Na tę publiczność w większości składają się zresztą panie, które same mają przed sobą barwny występ. Dokoła mnie nie ma ani jednego zagranicznego turysty, toteż nie ma się co dziwić dziewczynkom z rzędu przede mną, że tak żywiołowo reagują na mój widok.

I na koniec jeszcze jedna scenka, czy raczej kilka scenek, tym razem nie najlepszej jakości bo filmowanych starą komórką. Mamy tu więc odgłosy jednego z szanghajskich parków, Lu Xun Park, tuż obok biura w którym pracowałam. Parki w Chinach zawsze są głośne, rozśpiewane, rozkrzyczane, roztańczone – żyją po prostu, żyją naprawdę. W parkach się tańczy, ćwiczy sztuki walki, śpiewa, gra w madżonga, je się gorące bułeczki gotowane na parze i inne parkowe przekąski, włóczy się po parkach i gapi się na to wszystko, wsłuchuje w ich tętno… Tęskno do tych parków teraz!

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s